Blog
Opus Lemoniadorum 《 un'opera di cavallo 》
Lemoniadowy
Lemoniadowy – Przynajmniej jedna dziennie! – zabrzmiał w ciemności ukochany, dzielny głos...
25 obserwujących 153 notki 238910 odsłon
Lemoniadowy, 19 sierpnia 2013 r.

Kilka suchych faktów o panu Hardinie

627 33 0 A A A

I know a man whose plow handle hand is quicker than a light
Wes Hardin is his name, they say he travels in the night
For he might have to kill or walk around a fight

-- Johnny Cash "Hardin Wouldn't Run"


Johnny Cash "Hardin Wouldn't Run"

***

   John Wesley Hardin był naprawdę interesującą postacią. Sami zresztą się o tym wkrótce przekonacie. Życie nie traktowało go najlepiej, ale i on nie odniósł się w rękawiczkach do życia tych dwudziestu pięciu ludzi, których zabił.

   John Wesley nie odegrał większej roli w przygodach Lemoniadowego Joego. Wolno więc zarzucić autorowi, że wikła się w zbyteczne dygresje. Jednak tragiczna postać Hardina stanowi tak wyborny materiał do studium z psychologi, jego losy zaś tak świetnie ilustrują czasy i miejsce, że nie sposób było odrzucić pokusę zaprezentowania czytelnikom tych paru faktów, choćby w stanie surowym.

John Wesley Hardin
John Wesley Hardin (26 maja 1853 - 19 sierpnia 1895)

***

KILKA SUCHYCH FAKTÓW O PANU HARDINIE 
za: Jiri Brdecka "Lemoniadowy Joe"

   Urodził się w latach pięćdziesiątych jako syn bonhamskiego (Teksas, hrabstwo Fannin) kaznodziei i nauczyciela. Mając lat szesnaście, uczył w szkole w Navarro County chłopców i dziewczęta, z których większość także święciła już szesnaste urodziny. Ale wodzowskie cechy jego charakteru nawet w najstarszych uczniów wpajały bezgraniczny respekt dla młodziutkiego nauczyciela. Ojciec, zagorzały konfederat, wychował go na zaciekłego wroga Północy; pierwszym człowiekiem, którego John Wesley zabił, był pewien ideowy protegowany Jankesów na ziemiach pokonanego Południa. Krótko mówiąc, był to pewien Murzyn Mojżesz. Tą zbrodnią Hardin jeszcze jako dziecko wstąpił na drogę wyjętego spod prawa. Siedząca w nim bestia zmuszała go do zabijania. Strzelał do swych przeciwników z koltów i obciętych śrutówek, przy kartach, w przypadkowych sprzeczkach w saloonie, w obozowiskach pastuchów bydła. Nie można powiedzieć, by zabijał w krwiożerczym szale. Często robił tylko to, co ten drugi uczyniłby o ułamek sekundy później. Nie miał nic wspólnego – oprócz miłego, chłopięcego wyglądu – z takim Bilym Kidem, który prawdę mówiąc, był patologicznym bandytą. Nigdy także nie rabował ani bydła, ani dyliżansów, ani pociągów, ani banków. Będąc urodzonym jeźdźcem i desperado, żył z tego, co zarobił jako pastuch, albo z gry w karty. Szczególnie chętnie grywał w seven-up, dlatego też zwano go Mały Siedem na Górze. 

Rewolwery Hardina
specjalna kamizelka z kaburami stosowana przez Hardina

   Kiedy skończył lat dziewiętnaście, miał na swoim koncie piętnastu zabitych. Wtedy właśnie przybył do Abilene, gdzie w tym czasie funkcję szeryfa sprawował sam pułkownik Hickok. Johna Wesleya poprzedzała taka fama, że Dziki Bil ze wszystkich sił starał się być z nim w dobrych stosunkach. Ale nie przychodziło mu to łatwo. Wkrótce starli się w gwałtownej sprzeczce. Szeryf wycelował w Hardina z kolta i rozkazał mu oddać broń. Wówczas desperado iście czarodziejskim, przez siebie samego wynalezionym chwytem wyciągnął rewolwery i wziął Hickoka na muszki. Rozważne słowo Bila wszystko ostatecznie ułagodziło, ale od tego spotkania sławny szeryf już z Teksańczykiem nie zadzierał. W końcu jednak Hardin musiał z Abilene uciekać. Dym jego straszliwych koltów otulił go wprawdzie obłokiem krwawej legendy, powoli jednak ziemia pod nogami paliła mu się coraz bardziej. Ranczerzy i strażnicy prawa urządzali nań wściekłe nagonki. W końcu ujęli go, lecz im uciekł, zabijając szeryfa i kilku innych. 

   Nienawiść do całego klanu Hardinów wzrosła do tego stopnia, że graniczyła z szaleństwem. Brata Wesleya, Joego, poważnego prawnika, powieszono wraz z dwoma braćmi stryjecznymi. Ten sam, ba – jeszcze gorszy los spotkał wielu dalszych jego krewnych i przyjaciół. Później John Wesley zastrzelił jeszcze dwóch czy trzech detektywów Pinkertona, lecz w końcu aresztowano go, kiedy jechał pociągiem, postawiono przed sąd i skazano kiedy jechał pociągiem, postawiono przed sąd i skazano na dwadzieścia pięć lat zakładu karnego. Miał wtedy dwadzieścia pięć lat i zabił dwudziestu pięciu ludzi. 

List gończy za Hardinem
 list gończy za Hardinem

   Więzienie nie od razu poskromiło jego dzikość. Bezustannie zastanawiał się nad ucieczką, planował niedorzeczne spiski, obmyślał szalone bunty, kopał długie podziemne chodniki, ale szczęście go opuściło. Karany chłostą, ciemnicami, izolatką i postem, pozostał niezłomny w swym oporze. Wsadzili go do beczki, do której bez przerwy ciekła woda. Nie chcąc się utopić, musiał bez chwili odpoczynku pracować przy pompie wyczerpującej wodę. On jednak skrzyżował ramiona i ani drgnął, podczas gdy woda wznosiła się coraz wyżej, sięgała mu piersi, szyi, ust, nosa, czoła, aż wreszcie zamknęła się nad głową. Wyciągnięto go półmartwego. Nowe próby, nowe kary.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Kultura