Blog
Opus Lemoniadorum 《 un'opera di cavallo 》
Lemoniadowy
Lemoniadowy – Przynajmniej jedna dziennie! – zabrzmiał w ciemności ukochany, dzielny głos...
26 obserwujących 153 notki 238651 odsłon
Lemoniadowy, 22 lipca 2013 r.

Pi plus oko

1022 39 0 A A A

Pi plus oko

   Zaczęło się zupełnie niewinnie i gdyby nie przypadek, na pewno nie zrodziłby się pomysł, by opisać tą historię. Ale nie uprzedzajmy faktów i opowiedzmy wszystko po kolei i od początku. Było skwarne lato, nazwano je latem stulecia. Miało to oznaczać, że tak piękna pora roku zdarza się nie częściej niż raz na sto lat. Czy tak było istotnie niech, niech ocenią historycy, badający mroki przeszłości. Otóż tego lata, gdy z nieba spływał żar, gdy ziemia zeschła się na proszek, siedziałem w dużej krypie rybackiej i nieczuły na wdzięki otaczającego mnie pejzażu łowiłem spokojnie płotki. Tkwiłem już ze dwie godziny i bez rezultatu - żadna z ryb nie zdradzała chęci nadziania się na haczyk. Nie dawałem jednak za wygraną w tym pojedynku i czekałem na dalszy , że tak powiem, rozwój wypadków. Monotonię tego oczekiwania przerywał tylko leciutki plusk fali uderzającej o burty łodzi i warkot motorówki patrolującej obszar jeziora. Wreszcie miałem dość, odłożyłem wędkę, rozpostarłem pled na dnie łodzi i wyciągnąłem się na całą długość, wystawiając plecy na ukłucia promieni. 

   Leżałem tak chyba z pół godziny, gdy raptem usłyszałem ciche głosy. Wychyliłem się lekko za burtę i zobaczyłem brnących przez trzciny trzech opalonych na brąz chłopców. Słysząc ich rozmowę, zdumiała mnie niezwykłość ich imion. Jeden bowiem, najwyższy o płowej czuprynie i zadartym nosie, nazywał się Pi, tak jest - nosił miano litery z greckiego alfabetu, owej niewinnej literki odgrywającej taką poważną rolę we wzorach geometrycznych. Drugi z chłopców, nieco niższy, lecz bardziej krępy, miał imię Oko. Nie Sokole Oko ani Orle Oko, lecz po prostu Oko. Do kompletu brąz mi było Razy. Byłoby wtedy Pi, Razy, Oko. Lecz trzeci z chłopców, najniższy i czarniutki jak węgiel, nazywał się Plus. Tak więc nie Pi, Razy, Oko, lecz Pi, Plus, Oko. 

   Skąd wzięli ci chłopcy takie imiona? Zapewne coś ich łączyło. Może jakiś tajemny spisek? Postanowiłem cierpliwie czekać, a raczej posłuchać, o czym Pi, Plus i Oko gawędzą. A ponieważ zachowywali się na wysepce wokół której łowiłem dość swobodnie, wesoło i głośno, ciekawość moja została wkrótce zaspokojona. Dowiedziałem się, że chłopców tych łączy nie tylko przyjaźń, ale i zainteresowania. Nie trzeba było być sławnym bohaterem Conan Doyle'a, by wkrótce ustalić, że są oni zapalonymi matematykami. Stwierdziwszy tę prawdę, postanowiłem zawrzeć z chłopcami znajomość. 

Pi plus oko

Pi plus oko

   Tak oto rozpoczyna się fabularyzowana matematyczna przygoda opisana w książce Jerzego Życzyńskiego po tytułem "Pi plus oko" i ilustrowana przez Bohdana Bocianowskiego. Jej młodzi bohaterowie podczas wakacji zajmowali się grą w piłkę, pływaniem w mazurskich jeziorach czy tańcem, ale przede wszystkim umiejętnie łączyli zabawę z nauką rozwiązując różne mniej lub bardziej skomplikowane matematyczne problemy.

   Popijając lemoniadę rozważali różne systemy liczbowe, wspominali dokonania słynnych matematyków, starożytne zadania czy błahe ciekawostki. Dyskutowali jak zmierzyć pojemność beczki, czy ustalić marszrutę wg azymutu, jak mnożyć na palcach i dzielić dodając, a także o tym co widzą kosmonauci lecąc w kosmos i jak wyznaczono prędkość światła. O samej liczbie "pi" również była mowa, w końcu tytuł i ... ksywka bohatera zobowiązuje. 

   O tym właśnie będzie traktował poniższy fragment... :)

 

Pi plus oko

 

   ... Posłuchajcie - podjął po chwili Pi, gdy napił się z butelki lemoniady - jak na ten temat ładnie pisze...
- Piękne i dowcipne - pochwalił Oko - lecz ja chciałbym wam opowiedzieć o zwykłej igle.
- Może o jej uchu? - zaśmiał się Pi.
- Nie, o takiej zwykłej igle służącej do przyszywania guzików, a raczej mówiąc ściśle, o rzucaniu igły.
- W jakim celu? - spytał Plus.
- W celu obliczenia liczby pi.
- To może być ciekawe - odparł Plus.
- Nie wiem, czy wiecie - podjął Oko - że symbol ten został wprowadzony do matematyki dopiero w połowie XVIII stulecia przez wielkiego matematyka Leonarda Eulera. Wiemy już, że pi oznacza stosunek długości okręgu koła do jego średnicy. Mimo, że pi stosuje się przy obliczaniu długości obwodu i pola koła dopiero od 200 lat, to jednak samo zagadnienie wyliczenia tego stosunku, choć bez symbolicznego oznaczenia, sięga zamierzchłej przeszłości. Liczy ono sobie aż cztery tysiące lat z okładem. Mozolili się nad nim już kapłani egipscy przy wznoszeniu pałaców dla faraonów i świątyń dla licznych bóstw, obliczali go budowniczowie rzymscy, zajmowali się nim matematycy hinduscy i arabscy, interesował on także uczonych starożytnej Grecji. Jednakże ich obliczenia były niedokładne, choć twierdzili zarozumiale, że tylko bogowie znają sposoby lepsze. Egipcjanie na przykład uważali, że okrąg jest dłuższy od średnicy 3,16 raza, architekci zaś rzymscy - 3,12, gdy tymczasem prawidłowy stosunek wynosi, jak wie dziś pierwszy lepszy uczeń, 3,14159... Starożytni jak powiedziałem, do wyników swych dochodzili drogą doświadczeń, mianowicie mierzyli nicią obwód jakiegoś okrągłego przedmiotu, z kolei wyznaczali średnicę tego przedmiotu i dzielili jedno przez drugie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Technologie